31 sierpnia 2012

...wczorajszy koniec, dzisiejszy początek - dnia...

Wczorajszy koniec...
Żeby się wyciszyć i odreagować atrakcje dnia. Udaliśmy się z Polówką na spacer. Oj miałem, miałem co odreagowywać... Noszszsz cholera jasna. Człowiek cały miesiąc kombinuje i oszczędza, a w budżecie domowym jak dziura była tak jest. I nie idzie tej cholery zatkać. Po zawirowaniach rachunkowych i po zapłaceniu wszystkiego okazało się, że jednak z dentystą to ja się nie spotkam. No chyba, że się cud wydarzy i jakaś ciocia spadek zapisze. Na co nie liczę... 
Co było robić. Zadzwoniłem i odwołałem wizytę. Aby wyładować złą energię, i nie warczeć na nikogo, zająłem się przygotowaniem obiadu. Oj jak człowiek ma wqrw to robota idzie na całego. :))

...a po obiadku był wcześniej wspomniany spacer i głowa w chmurach, i pierwsze oznaki jesieni, i błoga cisza, i oto foto:


...dzisiejszy początek

Człowiek wstał jakiś taki... wyspany. Rzadkość wielka. Energia mnie rozpierała do momentu, aż wyjrzałem przez okno. Popatrzyłem na niebo, a tam istne "czasem słońce, czasem deszcz". W tym przypadku od zachodu chmury, a od wschodu słońce. Dziwne. Chmurka w TV twierdził że, ze wschodu to jeszcze nic dobrego nie przyszło, a tu taki zawód... :))
Pogrążony w obserwacji nieba i nad wywodem "co dzisiaj ubrać?". Przegapiłbym tęczę, która pojawiła się na ciemnym niebie. Zanim się człek pozbierał, zanim dopadł fota, to owe zjawisko zaczęło zanikać...

W człeku od razu morale wzrosło - góry by mógł przenosić - więc na przekór zapowiadanej pogodzie, i tej za oknem, ubrałem się na krótko. Krótkie spodenki, krótka czerwona koszulka i obowiązkowo sandałki (bez skarpetek!!!). Na przekór wszystkim i wszystkiemu.


...znikająca tęcza...
...ciemne chmury...
...od zachodu chmury, od wschodu słońce...