26 sierpnia 2012

...niedzielnie...

Powoli zaczynam czuć się jak na równiku. Tempka niby spadła, ale wilgotność jak w tropikach. Dzisiejszy dzionek rozpoczęła nocna ulewa przeplatana błyskami i grzmotami. Zaspany poczłapałem przymknąć okno w drugim pokoju. Głowa do poduchy i odlot. 
***

Podczas co niedzielnego wypadu do teściów na obiad. Dokonaliśmy z Połówką najazdu na ogród, który zmienił się od naszego ostatniego pobytu. Można zaobserwować pierwsze oznaki kończącego się lata :(. Część roślinek już uschła (ogórki i fasolka szparagowa), część powoli kończy swój żywot (pomidory i fasolka zielona). Pozostanie tylko marchewka, która udała się w tym roku, oraz inne "kopaliny". Z pobytu w owym ogrodzie naszym łupem padły jabłka (podobne do antonówki) i końcówka fasolindy zielonej. Szkoda, że to już jej koniec (fasolki), bo wszyscy za nią przepadamy. A za tą odmianą w szczególności. Jeszcze tylko obiecana cukinia dla znajomej i do domciu.

Ogrodowe oto foto:





***
W domu nie było zmiłuj. Połówka bardzo szybko zagoniła mnie do pracy przy jabłkach. Chyba jakiś kurs dla "spin doktorów" kończyła. :)) A miały być kijki.
***
Po przeszło godzinnych nie-męczarniach przy jabłkach udało mi się wyrwać z domu. Miał być ostry marsz, ale nic z tego nie wyszło. Po pierwsze za długą przerwę miałem, a po drugie albo kijki albo foto. Po raz kolejny zachwyciłem się pięknem natury. Jej zmiennością. Polowałem na czaplę a doszło do tego, że miałem okazję zaobserwować pływającego zaskrońca oraz natknąłem się na pajączka jak sobie żerował, plótł pajęczynę. Oto foto:





***
Dzionek zaczął się burzowo i deszczowo, a zakończył pięknym zachodem słońca. Gdy to cudo zobaczyłem przez okno, zaraz pobiegłem po aparat i oto foto: