27 sierpnia 2012

...ledwo patrzę...

Nie wiem co się dzieje z moimi oczami. Uczucie jakby mi ktoś piasku lub wosku do oczu nasypał lub nalał.  Białka czerwone jak u rasowego byka. :) Dochodzę teraz od czego. Od wody czy od dzisiejszej pracy przy komputerze. Po woli stawiam na jedno i drugie. Woda z kranu leci taka, że po kąpieli to najlepiej wziąć drugą w balsamie. Skóra rąk tak mi się zbiegła, że palce same się wyprostowały. :)) Ale nie ma co narzekać przecież to luksus. Tak, tak. To naprawdę luksus. Wystarczy spojrzeć na rachunek. Drugim czynnikiem stresującym moje oczy był sześciogodzinny maraton z programem do obróbki zdjęć. Prosi człowiek żeby więcej zdjęć zrobić, to nie. Zrobi paniusia jedno zdjęcie, a potem skacze i błaga żeby jakoś zdjęcie uratować. Tylko sorry ja nie jestem Bogiem.
***
Dzień w pracy jakoś minął i czeka mnie jeszcze powrót do domu sławetnym em-zet-ka. Może pominę atrakcje komunikacyjne - temat na posta. W domu miała być cisza, ot ja naiwny. Przybył teściunio z pomidorastymi. Na przecier jak znalazł. Tylko jeszcze mus nie skończony. Więc siedziałem i kroiłem. Połówka zagotowała, a ja teraz dalej przerabiam na przecier.
***
W TVN podali, że dzielni strażacy ratowali daniela, który wpadł do studzienki  bo jakiś debil zaiwanił pokrywę. Pewnie pijaczek co sprzedał w skupie za pięć zeta, żeby jagodziankę kupić do picia. Dla mnie większym debilem jest właściciel skupu, który takie fanty przyjmuje. Powinni mu wlepić z tysiaka kary, to może na drugi raz by się zastanowił.

Kończę i lecę robić dalej przecier.