29 czerwca 2012

...tajne akta piłki nożnej...

A tak coś mi humor dzisiaj dopisuje, więc kolejna dawka humoru:
  • wywiad z reprezentacją, przed Euro:



  • test na sędziego:



  • finał marzeń: 




...już prawie wakacje...

Mały Jasiu biegnie prędko do domu z cenzurką. Podskakuje, podśpiewuje radośnie. Kolega go spotyka i pyta, czemu się tak cieszysz, przecież masz same pały? A, co tam, jeszcze tylko manto i już wakacje...

...na szybko, bo czasu mało...

Witajcie.
Mam taką mała sprawę, a raczej prośbę. Jeśli byście mogli to oddajcie swój głos na Drzewo Roku. Oto treść zaproszenia ze strony organizatora:
Są ludzie, którzy kochają drzewa i uważają je za swoje ulubione. Jeśli mogą starają się je pielęgnować i otaczać opieką. Wspominają ich dzieje, są z nich dumni, opowiadają o nich innym. Właśnie dla tych ludzi i ich drzew Klub Gaja ogłosił Konkurs Drzewo Roku.
Do 2. edycji konkursu napłynęło 290 zgłoszeń z całej Polski, które  potwierdziły miłość, szacunek i znajomość drzew rozpoznawanych w kraju i w regionie. Spośród nich jury wybrało 11 najciekawszych. Które drzewo zostanie laureatem konkursu zadecydują internauci.

Konkurs Drzewo Roku w Polsce jest częścią projektu Święto Drzewa, który został dofinansowany przez Narodowy Fundusz  Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Przyłącz się do głosowania i wybierz swoje drzewo. Głosowanie trwa przez cały czerwiec. Kliknij w miniaturkę  poniżej aby zobaczyć informację o drzewie. Możesz oddać głos tylko raz z danego adresu e-mail. Twój głos zostanie zaliczony po kliknięciu w link, który otrzymasz w e-mailu po oddaniu głosu. Zastrzegamy sobie prawo do usuwania głosów oddanych w nieuczciwy sposób. Prosimy o przemyślany wybór, a będzie on trudny... Zapraszamy!


Sami możecie wybrać swojego faworyta. Podaje link: http://swietodrzewa.pl/drzewo_roku_2012/.

Szkoda tylko, że człowiek o takiej konkursie (wydarzeniu) dowiaduje się w ostatniej chwili, a mój faworyt to Dąb Kameduła. :)

Dzięki za głosy.

27 czerwca 2012

...poszukiwani...

Dzisiaj ból nie zelżał, ale jest jeszcze większy. Zaczynam się obawiać, że naziębiłem sobie plecy. Od czasu do czasu mój kręgosłup przeszywa ból jakby mi ktoś szpilę w niego wbijał. O głębszym oddechu zapomnij... Jak tak dalej pójdzie, to czeka mnie wizyta u Panoramixa :( 
Siedzę więc w pracy cichutko i potulnie  - udaję, że mnie nie ma. 

Przetrząsam sieć w poszukiwaniu paru ciuszków. Chodzi mi o "trampisze" takie zwykłe, chińskie za parę złotych. I wymiotło po prostu, są tylko AllStar'y. Tylko po co mi "bucisze" za taką kasę. Nie miałbym sumienia ich nosić, a "trampisze" mają być na:  zachodzenie, zamoczenie, wyblaknięcie i wytarcie. W skrócie buty na zamordowanie w terenie.

Kolejny obiekt poszukiwań to spodnie lub spodenki dresowe. Nie mogę się zdecydować co kupić tzn. jakie: długie czy krótkie. Wczoraj byłem w sklepie sportowym i stwierdzam, że ludzi większych jak 2xl to nie ma. No nie rosną tacy!!!
Na Allegrosie niby są, ale jakieś takie sztuczne z wyglądu. A  mi się zamarzyły bawełniane i najlepiej koloru szarego. Nie muszą być firmówki. Wystarczą takie jakieś zwyczajne. Wiadomo ich przeznaczenie to również zamordowanie w terenie.

Szukam, szukam ...

26 czerwca 2012

...kijki...

Oj oj. Jak mnie dzisiaj wszystko nakurza. Człowiek dowiaduje się, że takie mięśnie posiada - i tysiąc innych też. Ani nogą ani ręką... a to wszystko wina kijków. Cholera jasna nording walking'u mi się zachciało. Normalnie szał zapanował, od dłuższego czasu, u moich znajomych, sąsiadów. Wszyscy chodzą... to co ja miałem być gorszy... tez latam - znaczy się chodzę. Może dolegliwości by nie było tylko człowiek z braku czasu i harówki padał na twarz i nic mu się nie chciało. Miesiąc przerwy no i są efekty. 

Jednak z drugiej strony to człowiek sobie pochodzi, po przebywa na łonie natury, dotleni organizm i zgubi ten cholerny tłuszczyk. Wczoraj wybrałem bardzo ciekawą trasę. Czasami to czułem się jak w dżungli. Nic tylko drzewa, rośliny, bagna, ptaki... i pełno zaskrońcy!!!

Poniżej moja fotorelacja:
Wędrówkę czas rozpocząć.
Ciekawe co jest za zakrętem...


...a za zakrętem
długa prosta i zielona....
...i czyżby jakieś szuwary?...
...może i zielono ale i dziurawo
teraz już nie kijki ale jeep by się przydał....
...a nie pisałem, że dżungla...
...a po prawej i lewej bagno...
...moczary,
a w oddali trzy czaple...
...oto dowód, a zaskrońca nie ma.
Trochę niewyraźne bo zaczęło wiać i padać.
I tak do domu wróciłem mokry.















25 czerwca 2012

...dla satysfakcji...

Ostatnio spotkałem kumpelę z lat szkolnych. Nie powiem odpicowana - no po prostu laska. Nie skończyła jak większość dziewczyn z mojej klasy, które jak oglądam na NK to oczom nie mogę uwierzyć - normalnie babcie. Nawet te, w których się podkochiwałem teraz wyglądają szaro, zmęczono i... no staro. Ale nie o tym miało być wiec wracam do tematu.

Spotkałem kumpele - jak już pisałem - i widać, że jej się powodzi. Odwalona, odpicowana. Lalunia. Było trochę krzyku, pisków z jej strony, przytulania i przywitania się jak za lat (a nie powiem ilu). Ja miałem czas i ona miała czas więc skoczyliśmy na kawkę do knajpki - żeby po wspominać. 

Tematów było wiele, ale najważniejsze to co u mnie - co u niej. Więc zaczęliśmy się wymieniać informacjami. Opowiedziała mi co robi itp itd. Ja je również opowiedziałem co robię, czym się zajmuję, gdzie mieszkam. O swojej pracy i hobby opowiadałem z takim zaangażowanie, że w pewnym momencie mi przerwała i zapytała się o zarobki. Tu nastąpiła chwila ciszy z mojej strony... i podałem jej kwotę około xxxx złotych. Zrobiła tylko oczy i stwierdziła krótko - wiesz za tyle to by mi się nie chciało i szybko zmieniła temat. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, wymieniliśmy się numerami komórek, mejlami i... cześć.

Dopiero w autobusie zacząłem analizować jej słowa dotyczące zarobków i stwierdziłem, że się myliła. Dla mnie nie ważne jest to, że ma dzianego męża, że jej firma dobrze prosperuje, że stać ją na prawie wszystko i że co roku spędza wakacje w ciepłych krajach. Ważne jest tylko to, że projekt, który zrobiłem został zrealizowany i działa, że wdrożenie mojego pomysłu w życie wypaliło, że kończę projekt za który nie wezmę ani grosza bo wiem, że na pieniądzu nie kończy się świat. Bo robię wiele rzeczy, nie za kasę, tylko dla własnej satysfakcji. Chociaż tak trudno zrozumieć to w dzisiejszych czasach.

23 czerwca 2012

...mydło i powidło...

Jest sobota - weekend!!! A mnie dopadło jakieś cholerstwo i energia mnie rozpiera. To bym zrobił, tamto zrobił, to poczytał, to posłuchał i jak tak dalej pójdzie to pod koniec dnia będę wisiał na żyrandolu.... Po kolei może....

  • A założyłem sobie konto na nakanapie.pl i od dwóch dni siedzę i uzupełniam je. Dla niewtajemniczonych to takie fajne miejsce gdzie ludziska komentują książki jakie przeczytali. To tak w skrócie... 
  • Jak sobie przypomnę jakąś książkę to lecę i uzupełniam konto, a że jestem wielki to jak przelecę to taki mały tajfun się robi :). Sądzę, że Połówka po cichu szyje dla mnie kaftanik. 
  • Znalazłem fajną muzyczkę tak dla rozpoczęcia lata. Morza szum, ptaków śpiew. 


  • Wczoraj znalazłem fajnego bloga, a dzisiaj siedzę, czytam i się rechoczę... Zaraz go dodałem do blogów, które czytuję... Nie teraz to już na pewno Połówka szyje kaftanik i tak dziwnie na mnie patrzy... 
  • A przy okazji nabrałem trochę ciekawych książek i projekt leżenie bykiem i czytanie można rozpocząć. Prawie wakacje - no nie. Oj chyba nic dobrego z tego nie będzie, bo Połówka szykuje białą listę czarnych robót do wykonania. :) A urlopik dopiero w sierpniu. 
  • Mam jeszcze kilka szalonych pomysłów związanych z blogiem, ale to się jeszcze zobaczy... 
  • Acha dzisiaj Dzień Ojca... więc do dzieła!!!

22 czerwca 2012

...po burzy...

Cisza. Cisza po burzy, choć mówi się że cisza przed burzą. U mnie, nas, jest po burzy i to nie tylko atmosferycznej, ale również tej udomowionej.  

Od samego rana niebo było ciemne, powietrze ciężkie. No i się zaczęło... choć nie tak spektakularnie jak w Warszawie gdzie błyskawice biły o ziemię. Lało, grzmiało, a człowieczek w autobusie jak w puszeczce zamknięty. Świata nie było widać. Dziękować tylko, że przezorny pan kierowca włączył klimę i w spokoju, nie drażniąc nosa, można było jechać. Podróż trwała, burza i ulewa też. Człowiek wyczekiwał swojego przystanku. Miał skromną nadzieję, że jednak na chwilę przestanie padać, ale nie tym razem. O... to już mój przystanek! Wyskakuję wiec, mocuję się z parasolką i naginam do pracy. Marzeniem było  pozostać suchym. Parasolka nie zdała egzaminu. Przemokłem i przemiękłem. A w pracy czekało suszenie kurtki, butów i spodni. A potem ciepła herbatka i bieganie pół dnia po biurze w skarpetkach. Do notatnika: zabrać dodatkowe obuwie do pracy. Dzięki tylko, że cisza i spokój. Człowiek nie musiał nigdzie po wydziałach latać.

Drugi etap to burza ta udomowiona. Jakoś narosły, w nas, konflikty i zaczęła się potyczka na słowa. Dzięki, że tylko na słowa. Nie było krzyków (gdzie to napisać - ja choleryk) tylko spokojna rozmowa i wykładanie kawy na ławę. Obyło się bez strat.  Jak taka rozmowa może człowieka zmęczyć. Szybciej by to było pokrzyczeć, powalić pięścią w stół, ale nie "kurtura". Jakiś taki udomowiony się robię, a nie jak facet z buszu... uaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Tylko gdzie to nas ta cywilizacja zawiedzie?.... :)

21 czerwca 2012

Seks oczami dziecka

Dzisiaj mam ch**owy dzień 
wiec może coś śmiesznego 
na osłodę... 

Jasio miał 10 lat i był bardzo ciekawski. Słyszał od starszych kolegów trochę o "zalotach" i chciał wiedzieć jak to jest i jak to się robi. Co robi mały chłopiec żeby się takich rzeczy dowiedzieć? Idzie do mamusi! A więc Jasio poszedł do mamy. Mamusia się trochę zakłopotała i zamiast wyjaśnić, nakazała Jasiowi, żeby schował się za zasłoną w pokoju siostry w celu podglądania jej ze swoim chłopakiem.
Tak też Jasio zrobił. Następnego ranka opowiada wszystko mamie:
- Siostra i jej chłopak usiedli rozmawiając przez chwilę. Po czym on zgasił większość świateł i zostawił tylko jedną nocną lampkę. Zaczął ją całować i obściskiwać. Zauważyłem, że siostra musiała być chora, bo jej twarz zrobiła się taka śmieszna. On też musiał to wyczuć, bo wsadził jej rękę pod bluzkę w celu znalezienia jej serca... tak jak lekarze to robią na badaniu, ale on nie był taki zdolny jak lekarz, bo miał problemy ze znalezieniem tego serca. Wydaje mi się, że on też był chory, bo wkrótce zaczęli obydwoje dyszeć i zaczynało im brakować tchu. Druga ręka musiała mu zmarznąć, ponieważ włożył jej ją pod sukienkę. Wtedy siostra poczuła się gorzej i zaczęła jęczeć, wzdychać, skręcać się i ślizgać tam i z powrotem na kanapie. I tu zaczęła się jej gorączka. Wiem, że to była gorączka, ponieważ powiedziała mu, że jest napalona. W końcu dowiedziałem się, co spowodowało, że byli tacy chorzy - wielki węgorz dostał mu się jakoś do spodni. Nagle wyskoczył ze spodni i stał tak długi na 25 cm. Kiedy siostra to zobaczyła naprawdę się wystraszyła, oczy zrobiły się jej wielkie, a usta otworzyły. Mówiła, że to największy jakiego widziała... powinienem jej powiedzieć o tych, jakie łapaliśmy z tatą nad jeziorem - te to dopiero były duże, ale wracając do nich... siostra była bardzo dzielna rzuciła się na węgorza i próbowała odgryźć mu głowę... potem złapała go w dwie ręce i trzymała mocno kiedy on wyciągnął pysk z worka i zaczęła ślizgać ręka po jego głowie tam i z powrotem, żeby powstrzymać go przed ugryzieniem. Potem siostra położyła się na plecach i rozłożyła nogi... aby móc go ścisnąć, chłopak jej pomagał i położył się na węgorzu. Wtedy dopiero zaczęła się walka. Siostra zaczęła jęczeć i piszczeć, a jej chłopak o mało co nie rozwalił kanapy. Podejrzewam, że chcieli zabić go przez ściśnięcie między nimi... po chwili pewni, że zabili węgorza przestali się ruszać i głośno wzdychali. Chłopak był pewien, że zabili węgorza, bo wisiał taki wiotki, a reszta jego wnętrzności wisiała na zewnątrz. Siostra i jej chłopak byli już trochę zmęczeni walką... ale powrócili do zalotów. On zaczął ją znowu całować... itd, aż tu nagle okazało się, że węgorz żyje!!! Szybko się podniósł i zaczęli walkę na nowo. Podejrzewam, że węgorze mają 9 żyć tak jak koty... tym razem siostra próbowała go zabić przez siadanie na nim. Po 35 minutach ciężkiej walki w końcu zabili węgorza. Jestem tego pewien, bo widziałem jak chłopak siostry ściągnął z niego skórę i wyrzucił do śmietnika...
Mama zemdlała...

 (znalezione na humor.pl)

20 czerwca 2012

...cisza, spokój, błogo...

Uff... jaka cisza i spokój w pracy. Kumpeli nie ma, zołzy nie ma, kierowniczki nie ma tylko bonzo (czyt. szefuncio) przemyka korytarzami. Cisza i spokój tylko za oknem leje i grzmi, a jedyny minus takiego stanu to tylko brak możliwości otwarcia okna (nawet uchylić się go nie da) bo deszczyk zacina. Potop na parapecie mi nie potrzebny, a w biurze duszno. 

Siedzę więc sobie i porządkuję dokumenty. Odśmiecam pulpit komputera, na którym namnożyło się od groma plików - jakieś cząstkowe projekty, pomysły do projektów i gotowe projekty. I popijam herbatkę z mojego "małego" kubka.

Lubię taki stan rzeczy, bo człowiek ma czas na wszystko: na pracę, może mejle poprzeglądać, blogi poczytać. Nikt nad nim nie stoi i nie krąży. W spokoju można dokończyć zaległą papierkową robotę i znowu posłuchać muzyki, polatać po "jutiubie". SMS-a wysłać do Połówki.

Wiadomo koniec roku szkolnego coraz bliżej. Wszystkie projekty zakończone. Czas urlopowy zaczyna się i tylko czekać września i kołomyi. Ale na razie wakacje chociaż do urlopu daleko...

19 czerwca 2012

...z innego świata...

Stwierdzam, że moi rodzice są z innego świata, a nawet planety. Nie pomagają tłumaczenia, że człowiek nie ma czasu i jest zaganiany - nie jest szczęśliwym emerytem. Oj szybko zapomnieli jak to było kiedy się pracowało. Najgorzej to mam od czasu kiedy stałem się "mobilny". Najlepiej żebym był na zawołanie. Wykorzystują mnie i moje autko - normalnie osobisty szofer się zrobiłem.
  • Przykład 1: Telefon żebym przyjechał bo znaleźli w sklepie dla mnie buty - takie jakich szukam.
    Tłumaczę że o 10:30 nie mogę bo jestem w pracy, lepiej byłoby jakby mi paniusia w sklepie odłożyła to zjawię się po pracy.
    Usłyszałem tylko "foch" w głosie i trzask odkładanej słuchawki.
  • Przykład 2: Telefon. Przyjedźcie, bo są owoce do oberwania na drzewie to sobie weźmiecie.
    Tłumaczę, że jest godzina 20:00 i nie przyjadę bo padamy po całym dniu pracy.
    Oczywiście "foch" i rozłączenie się...
  • Przykład 3: Telefon. Kupiliśmy 20 kg truskawek i potrzebna jest pomoc przy wekowaniu. Przyjedźcie to sobie weźmiecie z połowę i przerobicie.
    Pojechaliśmy, wzięliśmy i zamroziliśmy.
    Oczywiście "foch" i marudzenie bo trzeba było kompotu i dżemu narobić, a nie na łatwiznę i tylko w zamrażarkę. I nie ważne qrwa było, że na dworze upał i przeszło 30 stopni w cieniu.
  • Przykład 4: Rozmowa przy stole - zjazd rodzinny. ...młodym to się teraz nic nie chce, najlepiej to im wszystko podać na tacy, nic im się nie opłaca, zawsze czasu nie mają i na wszystko narzekają...
    Szybko ripostuję, że nie wiem jak inni młodzi ale my na prawdę nie mamy czasu. Dochodzi do tego, że wieczorem to człowiek pada na wyro i śpi. Nie mamy tak dobrze jak oni w swojej młodości, bo teraz jest moda na wyścig szczurów...
    ...i rozmowa szybko zmienia temat na Euro. 
Nie biorą jednak pod uwagę, że są inne czasy. Nam nikt nic nie da jak sami nie będziemy zapieprzać... do usranej śmierci. Nas nie wspomoże system, bo system to tylko szuka sposobu jak tu człowieka wydoić. My nie mieszkamy z rodzicami - tylko jesteśmy na swoim (i dzięki Bogu) - i do wszystkiego dochodzimy sami. Nam nikt nie ugotuje, nie upierze, nie posprząta. 
I na jaką cholerę mi dziesiątki słoików z wekami, kto to qrwa zje. Mrówki czy złodziej który włamie mi się do piwnicy???

18 czerwca 2012

...list do chłopaków...

Dzięki, dzięki chłopaki za piękne mecze, za dwie piękne bramki. Można powiedzieć, że zawsze mogło być lepiej ale nie jest źle. To co, że nie wygralismy z Czechami, to co że zremisowaliśmy z Grecją i Rosją. Tchnęliście w naszą piłkę trochę ducha. Pamiętajcie zawsze znajda się "eksperci" i krytycy mi się podobało jak graliście chociaż i ja miałem chwilę zwątpienia. Panie Smuda stworzył pan fają jedenastkę tylko szkoda, że dla innych ważne jest coś innego niż mecz - to kasa. Jeszcze raz dzięki.
***
Odpadliśmy z Euro. Ale teraz należy się zastanowić dzięki komu. Trenerowi, panu L. Cieszy mnie tylko, że chłopaki mówią co nie gra w naszych piłkarskich kuluarach. Szkoda tylko, że jak wygrywaliśmy to do spijania śmietanki było wielu, a gdy coś nie wyszło to na chłopaków wylewane są pomyje. Może sami eksperci i krytycy zaprezentują swoje umiejętności na murawie albo niech sami zrobią sobie rachunek sumienia i przedstawią swoje osiągnięcia. Oj chyba ich dużo nie było...

11 czerwca 2012

...no i mam zakaz...

Stało się!!! Ja nie-kibic, znawca piłki też nie, mam zakaz na... oglądanie meczów naszej reprezentacji. Wszystko to przez mecz z Grekami. Jakiś taki bardzo uczuciowy jestem i bardzo przeżywam każdy mecz. Połowa pierwszej połowy to nawet był "pikny" meczyk, ale w drugiej połowie to już takie bluzgi leciały, że interweniowała "Połówka"...

Nie było z nią dyskusji, niczym kapo, szybko doprowadziła mnie do pionu i wywaliła do drugiego pokoju. W przelocie usłyszałem, że mam zakaz na oglądanie meczy... nie było sensu nawet dyskutować jak człowiek zobaczył jej minę - harpia. :)

W sumie to teraz się zastanawiam skąd ona wzięła tyle siły. Ja z wyglądu szafa trzydrzwiowa, a ona chucherko... powoli zaczynam jej się bać... :))

P.S. A z Grekami byśmy wygrali tylko Smuda nie powołał Adamiakowej :))

5 czerwca 2012

...zimno...

...brrrrrrrr... ...jak zimno... w sumie to nie jest zimno tylko pizga na całego. Jakby mi ktoś prędzej powiedział, że tak będzie - to bym go wyśmiał. Ale jest co jest i trzeba przeprosić ciepły sweter i długie dżinsy. Czajniczek pokochać i dziękować za ciepłą herbatkę, bo w pracy, w biurze, człowiek zapoznaje się z technologią "no-frost". Noszz qrwa mać bo grzejniczki zimne. Oszczędności!!! Ciekawe czy jak sobie zęby powybijam o podniebienie to firma za sponsoruje nowe - tym razem już trzecie.

W mieszkanku też zimno. Bo panowie magicy z empecu tak namieszali, że głowa mała. Niby nie ma już jako-tako okresu grzewczego i jak jest potrzeba to grzejemy - stwierdził pan R. z owej firmy. Sterownik zamontowany. I... zimno... Przepraszam szafę i zaglądam w jej czeluści aby wydobyć ciepły dresik. Wyglądam w nim jak idiota. Czego człowiek nie zrobi aby było ciepło a dresik domowy, a nie do opery :))

Dzięki wielkie tylko za to że dobre duszki w pracy zrobią ciepłą herbatkę i pilnują aby wypić ją. Natomiast w domu czeka ciepła herbatka i kocyk i ktoś do poprzytulania - nie, nie  kaloryfer :D.