30 marca 2012

...na stacji benzynowej...

wydarzenie z dnia wczorajszego


Wybaczcie, ale wczoraj już padłem. Stwierdzam, że prowadzenie auta tak na mnie wpływa. Normalnie muszę odespać cała jazdę. Więc kiedy wchodzę do chaty, po trasie, to szybko przechodzę w stan uśpienia. Ale nie o tym...
***
...wystąpiła w moim autku potrzeba zatankowania. Niby nic jeszcze nie piszczało, nie wyło i nie prosiło się o papu. Jednak kreska bardzo szybko zbliżała się do "red zone" i trzeba było zjechać. Do domciu już nie daleko, więc stwierdziłem, że zaleje za 20 zeta i wystarczy. Więc wlewam ON do baku i obserwuje dystrybutor. OK wybiło 20 zeta, a paliwka tylko 3 z groszami litra. Hm... mało trochę myślę. Dobra dobiję do 30 zeta i starczy jeszcze jutro na jazdę po zakupy.
***
Kiedy już zapłaciłem za paliwo, kiedy rozsiadłem się w autku i włożyłem klucz do stacyjki to doznałem szoku. Wskazówka ledwo, ledwiutko się podniosła. "No rusz się cholero" - myślę sobie  . Nic się nie stało. Wskazówka ani drgnęła. To gdzie ja qrwa wlałem to paliwo - myślę sobie  . Normalnie aż wysiadłem i sprawdzałem czy nie nalałem gdzieś obok. Rozumiecie padnięty byłem, ale chyba nie tak żeby pomylić wlew. Sam już nie wiem z czym...
***
Plac czysty, portfel wyczyszczony z kasy... jak tak dalej pójdzie to czeka nas powrót do przeszłości i jak Flinstonowie będziemy zapierniczać. YABADABADU!!!

26 marca 2012

...i po co komu te zmiany...

Człowiek szczęśliwy, bo wielkimi krokami zbliża się wiosna. Ciepełko się robi, słoneczko świeci. No może z tym ciepełkiem to przesadziłem, ale na termometrze wbiło parę razy przeszło 20 stopni. Wszystko budzi się do życia, ptaszki świergoczą normalnie achy i ochy. Tylko mi baterie siadły... Zaspany dzisiaj jestem, ziewam, pod oczami wory jak po walce z Adamkiem. Po weekendowych pracach sprzątających spałem jak dziecko. A tu takie coś człowieka dopadło i kiedy w poniedziałek zawitał słaniam się niczym hm... słoń? I na nic nie mam ochoty, a już na pewno nie na pracę.
Wszystkiemu winna jest zmiana czasu na letnią. I pytam się po jaką cholerę kombinować z czasem? Ni cholery nikomu to nie służy, a sam organizm tak dostaje w d...., że szkoda gadać. Co roku ta sama śpiewka, wszyscy trąbią o bezsensie zmiany czasu. Zrobić coś z tym. Ale nie , bo po co...

Kiedy tak już się poużalałem to stwierdzam jedna, że zmiana czasu na letni ma sens bo powolutku, powolutku, poowooluutkuu nadchodzi lato.

P.S. Jednak nie ma co się cieszyć... bo zarąbali godzinę weekendu.

23 marca 2012

duże i małe zmiany, brak czasu, nowe hobby....

Od dłuższego czasu cierpię na zanik czasu, tzn. obowiązków coraz więcej, a doba jakby się skurczyła. W pracy też sporo się dzieje. Podczas ostatnich wyborów zmieniła się władza i teraz nadchodzi czas na czystki na stołkach. Mój szefuncio też biega, wymyśla nowe projekty aby wykazać, że jednak jest potrzebny. Tylko na kogo spływa obowiązek graficznego przygotowani owych projektów. BINGO!!! Na mnie. Siedzę i dłubię od świtu do nocy te projekty, no dobra dłubię ale tylko w godzinach pracy (bite osiem godzin). Jak wracam do domu to mam wstręt do komputera, a o odbieraniu mejli dostaję wysypki :-).
***
Dodatkowo organizuję stronę naszej dzielnicy miasta (kiedyś najbogatszej gminy). I upss... bardziej chyba oj fak bo wcięło mi całą gotową już templakę (szablon strony). Ktoś kuźwa zrobił czystkę na moim localu!!! - pytam się. I robota od nowa - ja się zastrzelę normalnie. A taki był ładny, amerykański, ot i usunęli...
***
Dopadł mnie również chroniczny zanik gotówki i co postanowiłem. Zakładam firmę. Pomysł mam. Lokalizacja dobra. Lokal mam. Wzięcie będzie. I... potrzebuje ze 100 tysięcy na rozpoczęcie, ktoś ma... bo RMF do mnie nie dzwoni. Więc plan do realizacji może za jakieś lata, ...na zaś...
***
Mam nowe hobby i sposób na życie zaraziłem się nordic walking'iem. Kijki są (prezent - zaoszczędziło  się kilka zet). Motywacja jest. Tylko czasu brak. Więc stoją kijki i czekają również na lepsze czasy.
***
Oj ogarnął człowieka jakiś wiosenny optymizm. Słoneczko świeci. Ciepełko. To i mordka się śmieje i chce się żyć, a już myślałem, że chandra mnie dobije.

I tym optymistycznym akcentem kończę.

Coś muzycznego 
na rozpoczęcie wiosny:



22 marca 2012

nowy angaż

W pracy wielki szum. Nowe angaże rozdają. Szum wielki, a angaż u nas to tzw. korekty wynagrodzeń. Zawsze parę groszy więcej. Dumna pani kadrowa kazała podpisać dokumenty. Człowiekowi udziela się klimat więc niesie ten kawałek papieru jak jakąś świętość.
***
W domu dumny wyciągam angaż, wręczam Połówce. A ona co? Spokojnie przyjmuje i mówi: "...zaraz porównamy angaże i dowiemy się o ile wzrosła ci pensja...". No i czar prysł, och zimne księgowo-kadrowe podejście Połówki...
***
(wieczorem)
Czytam książkę w drugim pokoju. Polówka krzyczy z pokoju obok. Komar zdechł na dokumentach... no niezły masz angaż, jak komar go przeczytał to się o niego zabił.

Ach te kobiety....

15 marca 2012

...poczułem to...

...rok wcześniej...
Usypialiście kiedyś małego bobasa? Ja tak...

Największym moim problemem był lęk przed upuszczeniem lub zrobieniem krzywdy. Ja prawie metr dziewięćdziesiąt, w klacie sto czterdzieści (taka szafa trzydrzwiowa), a tu mała sześciomiesięczna kruszynka. Zostałem tylko poinstruowany jak trzymać takie maleństwo i do dzieła...

Na początku lęk, obserwacja, drgnięcie na każdy ruch....
a potem nastąpiło coś pięknego...
zacząłem krążyć po pokoju z maluszkiem w moich ramionach...
cichym ciepłym głosem nuciłem coś pod nosem...

usypianie zajęło mi jakieś 15 minut

najpiękniejsze był to kiedy maluszek przytulił się do mojego ramienia i usnął...
trudno mi opisać co czułem...
...ale ta sytuacja powaliła by największego twardziela...

14 marca 2012

...słów kilka...

Od dłuższego czasu zaniedbuję blog. Próbuję znaleźć trochę czasu, ale po prostu się nie da. Praca goni pracę, projekt za projektem. Obowiązki domowe, choć mam ich mało - wiadomo na mężczyźnie zawsze można polegać. Na własne zainteresowania zostaje tylko czas kiedy sprawdzam pocztę - program ściąga wiadomości, a ja zarzynam przeglądarkę i próbuję nadgonić zaległości. ALE SIĘ NIE DA.

Nie da się nadgonić zaległości parodniowych. Nie pomaga wprowadzenie jakiś zasad. BO LICHO NIE ŚPI i zawsze narozrabia i człowiek gania, naprawia, załatwia. Podziwiam kobiety-matki, które w pracy mają zapiernicz. Zasuwają osiem dwanaście godzin, a następnie wracają do domu i są kochanymi matkami i żonami i mają kolejny zapiernicz. Ale co się dziwić, ja jestem tylko mężczyzną...

Moje muzyczne poszukiwania: Metalica - Nothing else matters


8 marca 2012

Kobietki małe i duże

Dzisiaj wyjątkowy dzień trąbią od rana media. 8 marca. Święto przez jednych znienawidzone, przez drugich zapomniane, przez kolejnych wyśmiewane. Relikt przeszłości mówią ci, którzy nie umieją zachować choć odrobinę godności. Dziwi mnie to jednak bardzo, gdyż kolejki przy kwiaciarniach świadczą o czymś innym.
Z jednej strony jestem optymistą i sądzę, że jednak Panowie szanują swoje Połówki. Mam nadzieję, że nie kończy się to tylko wręczeniem "kwiatka" i stwierdzeniem "już odbębnione" i "gdzie gazeta...", "...to o której będzie obiad...".
Z drugiej strony mam uczucie, że jednak to święto staje się tylko kolejnym świętem dla handlarzy. I powoli staczamy się, a mamona nas goni... bo czy sens ma święto kiedy przez jeden dzień kobietę stawiamy na piedestale, a przez kolejne dni roku traktujemy je jak służące lub w najgorszych scenach jak gatunek drugiej kategorii czy też worek treningowy (bo zupa była za słona)...

Stwierdziłem to już dawno temu, że kobietę należy każdego dnia traktować jak przyjaciółkę, partnera. Okazywać jej czułość, miłość, po prostu być przy niej w najważniejszych chwilach, a 8 marca potraktować jak dodatkowy dzień na wspólny spacer... lub bycie z sobą. Ameryki może nie odkryłem, ale takie jest moje zdanie.

Przypomina mi się scena, która miała miejsce w szkole średniej. Koleżanka co roku przy akompaniamencie gitary śpiewała mi piosenkę "Babę zesłał Bóg" Renaty Przemyk.

Dla Pań i Panów... muzyka...




5 marca 2012

wspomnienie lat studenckich...#1

Kupując ostatnio w piekarni chleb przypomniało mi się zdarzenie z lat studenckich. Był to rok 1998 tuż przed sesją zimową. Zdarzenie miało miejsce w sklepie spożywczym.

SKLEPOWA: (znudzonym głosem) Proszę.
STUDENT: Pół bochenka chleba poproszę.
SKLEPOWA: (przekrawa bochenek na pół i kładzie na ladzie)
STUDENT: Ile płacę?
SKLEPOWA: (wbija pozycję na kasę) ...pięćdziesiąt groszy
STUDENT: (przelicza bilon, który ma w ręce) ...o, a  ja mam tylko czterdzieści dziewięć groszy. To wie pani co, to proszę jedną kromkę odkroić...
SKLEPOWA: (śmiech)

I co. I dostał student pół bochenka chleba, ale śmiechu było, co nie miara. Pozdrawiam ekipę z Olsztyna.