24 lutego 2012

western???

Piątek (mam wolne) i zostałem zagnany do porządków. Na tym można by zakończyć. Jednak jak powiedziało się A to trzeba powiedzieć Beee. Kontynuując.... zostałem zagnany do porządków, a raczej do uszykowania materiałów na makulaturę tzn. stare gazety, reklamówki prasowe itepe itede. Szybko się uwinąłem, nawet miałem czas na przejrzenie kilku gazetek branżowych i wtedy natrafiłem na stary program telewizyjny i zakreśloną pozycję:
19:10 Krzyżacy - western, prod. Polska, 1960 r.

Krzyżacy i western to tyle mają wspólnego co...

...wiem co mają


... k o n i e.

23 lutego 2012

moje postanowienia, czyli ja też potrafie być lepszym człowiekiem

Wczoraj to pojechałem po bandzie jak czytam swoje wypociny. Co do słodkości to są ograniczenia, ale dotyczą one czekolady. Dobra pisze co postanowiłem:
  • Po pierwsze primo: Nie jem czekolady, to znaczy ograniczam się od słodkości, ale czekolady zero - ja chcę moją nutellę :-(
    Ale o słodkościach już pisałem.
  • Po drugie primo: postanowiłem być lepszym człowiekiem... i przestać bluzgać...
  • Po trzecie primo: ...być lepszym dla kierowców linii miejskiej ...o jeżu to naprawdę będzie trudne...
  • i po czwarte ostatnie primo: panować nad sobą w pracy, być słodkim niczym cukierek - ...tylko niech nikt mnie nie gryzie... :-)
Mam już pierwsze wyniki. Pomyślicie skąd, ano stąd, że trzecie i czwarte primo zacząłem wprowadzać trochę wcześniej. Kierowcy dwa razy mi podziękowali - fajne chłopaki. Wszystko będzie oki tylko jeszcze system ogrzewania nawala (grzeją kiedy ciepło i nie grzeją kiedy zimno). Koleżanki z pracy zaczęły się do mnie uśmiechać i miło odzywać (pomagam, doradzam jak trzeba to zostaje po godzinach (to dodatkowy plus złapany u bossa)).

Wpadki też mam:
JA: ...proszę - mówiąc do słuchawki.
GŁOS ZE SŁUCHAWKI: @^&$)@&#*$*()@ bo mam pozwolenie boss'a
JA: ...ale tak nie można, ...to musi być inaczej napisane, ...zredagowane, ...wiadomość musi być krótka - wciśnięte po między kolejne *&(*)^&%@^%
GŁOS ZE SŁUCHAWKI: ^^#%$^@**#$ plus dodatkowo huk odkładanej słuchawki:
JA: noż kurwa mać... no i miałem nie bluzgać... cholera jasna
(dobrze, że kumpela dzieląca ze mną pomieszczenie wyszła na chwilę)


Wpadki też omijam:
JA: ...proszę (i tu pada moje nazwisko)
GŁOS ZE SŁUCHAWKI: słuchaj kochanieńki, wysyłam do ciebie panią XYZ. i przyniesie zdjęcia, to je kochanieńki obrobisz dla mnie...
JA: ...dobrze, dobrze
GŁOS ZE SŁUCHAWKI: ...a słoneczko zlikwiduje czerwone oczka
JA: ...pewnie masełeczko, pewnie że zlikwiduję...
GŁOS ZE SŁUCHAWKI: ...not to pa pa, buziaczki...
JA: w myślach - cholera zaraz się zrzygam kocimi chrupkami od tej słodkości :-)

Dodatkowo bardzo spokojnie rozpoczynamy ten okres w pracy. Każdy ma jakieś postanowienie. Wszystko pięknie, ładnie ale to już drugie imieniny w tym tygodniu. Ja wytrzymuję i się ograniczam - do herbatek owocowych. Normalnie szaleństwo - ja i herbata.

P.S. Wczorajszy zanik mięcha w organizmie też wytrzymałem. Zapiłem barszczykiem na wywarze z warzyw i zagryzłem marchewką. Wytrzymam jeszcze tylko 39 dni... wytrzymam na pewno... chyba wytrzymam... nie no, wytrzymam, zatnę się i wytrzymam.

22 lutego 2012

choleryk na niepogodę to jak bomba atomowa

Ja to jakiś pojeb jestem. Dosyć, że pogoda nie rozpieszcza. Człowiek szuka pomocy w podręcznym, kieszonkowym plutonie egzekucyjnym lub planuje samotną podróż z biletem w jedną stronę wraz ze strzelbą, aby zapolować na to całe ciemne smutne cholerstwo, które próbuje mnie dopaść. Dodatkowo w pracy człowieka też nie rozpieszczają. (o ja pierdziu ale zdanie ułożyłem - mam nadzieję, że z sensem - Mickiewicz tym bardziej Słowacki nie jestem tylko pewnie by Miodek zawału dostał)

I weź tu kurwa pokaż, że potrafisz coś więcej. No to teraz mam siedzę i myślę na dwoma projektami jednocześnie plus dodatkowo projekt na jutro - znowu przypomniało się paniusi w ostatniej chwili. Bo ja kurwa Optimus Prime jestem i wszystko wypykam w 15 minut. Dodatkowo ch** mnie strzela bo oczywiście dzisiaj post, a ja mam zanik mięcha w organizmie. Normalnie masakra, lodówa pełna. No ale po co wczoraj, lepiej dzisiaj dobijać i kusić. Więc człowiek po raz setny przegląda kanapacze i nie dowierza... Postanowienie postne też poszło w cholerę bo oczywiście jak post to sera żółtego w lodówie nie ma, to co pozostaje ...dżem. A czym dżem słodzony? ...cukrem, albo inną cholerą. A co było postanowione? Zero słodkości. I co z tego wynika? Że ja nawet jednego dnia nie mogę wytrwać w postanowieniu. Wkurw mam od wczoraj bo jak debil patentowany spodenek krótkich mi się zachciało. Okazało się, że przybyło, przybyło człowieka. Niby się człowiek ogranicza, niby do 18-tej tylko je. To i tak ten dodatkowy tłuszczyk się odkłada. No normalnie nie wiem z czego, chyba z energii kosmicznej. Normalnie dwa pustaki na plecy i w teren zapierdzielać jak jeepy w Cammel Trophy.

Jedynym pozytywem tego jest to, że w końcu uzupełniłem dane na  pracuj.pl i szukam nowej pracy lub w ostateczności dodatkowej.

Stan ducha: sztorm - co słychać.



20 lutego 2012

PIT-owe szaleństwa

Konia z rzędem temu kto bez nerwów, zastanawiania, proszków uspakajających siada do wypełniania pit-ów w pięknym, darmowym, finansowanym przez Ministerstwo Finansów program e-Deklaracje. Rok temu wypełnienie elektronicznego pit-u było dziecinnie proste ale ie w tym roku. Kochane urzędasy postarały się aby przeciętny człowiek jeśli to możliwe zszedł, miał zawał czy inne cholerstwo gdyż przy pracy z tym programem czułem się jak w najlepszej grze FTP - "nigdy nic nie wiadomo...". Czułem się ja Harrison Ford w czwartej części przygód Indiana Jones'a przeszukując dział "Do pobrania". Kiedy już na twarzy człowieka gości uśmiech, że znalazł program, że nawet zainstalował go, że nawet programik się uruchomił, to jednak szczęście można przypisać tylko tym chwilom dalej to już wielka niewiadoma.

Zaczynamy loterię "pit-a z którego roku wybrać". No przecież wiadomo, to proste i intuicyjne przecież rozliczamy się za rok 2011 i należy wybrać pit w zakładkach ROK 2012. No przecież mówiłem, że proste i logiczne. Dla bardziej zaawansowanych postarano się o dodatkowe zagadki i utrudnienia w grze tzw. załączniki PIT-0 lub PIT-D. Każdy przecież wie i jest omnibusem, że aby wybrać dodatkowe pit-y wystarczy kliknąć na komórce. Jakież to proste. To ja kurwa debil jestem i dwie godziny się męczyłem.Kolejny kochany zgrzyt to próba wydrukowania UPO kiedy drukarka odmawia posłuszeństwa lub brak tuszu. Nie da się tego cholerstwa wydrukować dla MF jesteśmy przecież oszustami...

Polecam ten program dla niskociśnieniowców - poczujecie się lepiej, dla osób z wysokim ciśnieniem - szlag was trafi, dla masochistów - doznania gwarantowane. Jedynym plusem jest tylko to, że jeśli ktoś ma tzw. zwrot to otrzyma go w ciągu 14 dni. I tylko to jest piękne w tym programie...

19 lutego 2012

Deprecha? To ja dziękuję...

Mój najlepszy sposób na deprechę to muzyko-terapia i taki osobisty rachunek sumienia. Po prostu muszę usiąść, pomyśleć hm... przemyśleć ostatnie wydarzenia, wyciszyć się wewnętrznie. Muzyka i cisza pomagają mi najlepiej na takie stany. Nie potrzebuje dużo czasu. Raz jest to piętnaście minut innym razem godzina. Tym razem do muzykoterapii zaprzęgłem "jutiub" i słuchawki.

Poukładałem sobie wszystko i oto do czego doszedłem:


POŁÓWKA - okazywać więcej uczuć, przytulać i mówić, że jest potrzebna. Działania bardzo egoistyczne bo: zadowolona Połówka to lepsze papu, mniej zrzędzenia, mniej scen z Tytanika :-)
DOM - więcej czasu poświęcić obowiązkom domowym, po dokończać to co zaczęte i w końcu kupić te cholerne wiertła.

PRACA - skończyć projekt o nazwie roboczej wielki projekt i wcielić go w życie. bo to już przeszło rok jak się nad nim męczę. Non stop jakieś zmiany, a tak jak wejdzie w życie, to już może się ludziskom znudzi latać co chwilę z nowymi pomysłami. Przygotować materiały na dwa wielkie szkolenia. No i niestety szukać nowej pracy, ta daje niby dużo satysfakcji, ale mało kasiurki.

DLA CIAŁA I ZDROWIA - więcej ruchu. Nordic Walking czeka. Trzeba by w końcu kupić kijki i zacząć chodzić. Szkoda, że biegi odpadają - kontuzja i ubytek ruchowy po operacji. Zapisać się na siłownię. Zmienić dietę i zrzucić parę kilo... - jak siebie znam skończy się na deko...
DLA DUCHA - muzyka i relaks, książki. Jeśli chodzi o muzykę to znalazłem w końcu utwór, którego szukałem od kilku lat. Niby każdy wiedział, niby znał ale nikt za cholerę nie wiedział kto jest autorem. Znalazłem dzięki Marcinowi Wyrostkowi & Coloriage to Children of Sanchez - Chuck Mangione.


Kolejne odkrycie tylko o jeżu!!! nie róbcie oczu to Selena Gomez & The Scene - Love you like a love song. Nie pytajcie czemu. Podoba mi się i już (dobra jej ciemne oczy i barwa głosu ale tylko w tym utworze).



Na łopatki położyli mnie jednak chłopaki z One Republic to jest to co postawiło mnie na nogi, dało kopa do działania. I oczywiście link do filmików z ich utworami

Przymierzam się do przeczytania kilku tomiszczy Archipelagu Gułag - Sołżenicyna, a co przebrnąłem przez Mistrza i Małgorzatę to i to przeczytam. Na razie czekam na tom pierwszy. Trzeba by zahaczyć i przeczytać cóś o Bartoszewskim. Gościu zawsze mnie ciekawił. 90 latek skończył. Przeczytam, na pewno.


I na koniec chłopaki z OneRepublic...


*****
P.S. Przeczytałem jeszcze raz moje wypociny i teraz dopiero mam doła. Wychodzi na to że jestem zimny, leniwy drań, któremu się nawet nie chce kupić tych cholernych wierteł i zawiesić w końcu te cholerne obrazy w pokoju. Tylko by z dup* leżał czytał i słuchał muzyki. Nie no teraz to już mam naprawdę mega-doła ja się chyba zaszlachtuję, nic tylko strzelba i w pole zakończyć to wszystko...

Ja jednak kocham życie przestaję marudzić i się użalać. Dup w troki i do roboty. Pozdr for all.

17 lutego 2012

Piątkowy dół

Dopadło nas... nie wiem co to... deprecha.... chyba przedwiosenna albo związana z odwilżą.... siedzimy więc.... ja i Połówka... Połówka siedzi i tuli misiaka ode mnie... ja siedzę obok... Pałówka tuli misiaka i łzy jej spływają po policzkach... ja siedzę i pół butelki wina obróciłem... siedzimy w ciszy... teraz już w dwójkę sączymy winko... siedzimy w ciszy... to chyba jednak depresja przed wiosenna...

Jest piątek tygodnia koniec, weekendu początek

Miałem pracować, od rana mobilizacja, wdychanie pozytywnej energii. Nawet mnie nie zraził padający śnieg, ani to że autobus spóźnił się 20 minut. Pan Kierowca też chyba na luziku jechał powoli i uważnie - dostosował prędkość pojazdu do warunków panujących na drodze - także w spokoju można było podziwiać krajobrazy. Pamiętam te wszystkie mijane po drodze zakamarki, jako dzieciak biegało się i badało teren, ale nie dzisiaj. Dzisiaj jestem naładowany energią i chciałoby się krzyknąć "Panie kierowco z werwą z werwą!!!". Nie wiem czy to piątek tak działa na mnie, czy dłuższe wylegiwanie w łóżku - normalnie 10 minut dłużej - s.z.a.l.e.ń.s.t.w.o. Nie wiem skąd u mnie tyle energii. Może wczorajsze pączki pomogły:-). Może jakiś nieokreślony niedobór cukru we krwi został uzupełniony i mam ochotę na szaleństwa. Oj pobiegło by się na śniegu, poszalało, wyhasało, pokrzyczało. Dodatkowo ogarnia mnie stan tzw. "olewki", nawet szef nie działa na mnie stymulująco, nie jest katalizatorem, który wpłynąłby na mój proces twórczy. Nie ma żadnej akcji-reakcji (dyrektor-pracownik) dalej tzw. olewka.

...wiadomo piątek czyli zaczątki weekendu... jak to określiła, sennie, kumpela z pracy.

16 lutego 2012

Dzień Pączusia

Fajowo zapowiada się dzionek. Organizm jednak sam wie czego chce. Od rana jest sjesta w pracy, po prostu nie mam siły, trzeba odsapnąć. Roboty kupę, ale robota nie zając nie ucieknie. Wyszło słonko trzeba się nim cieszyć, bo organizm wysyła komunikat "low battery". Wystawiam papulę przez okno i cieszę się promieniami słońca.
***
Dzwoniła Połówka z życzeniami. Do mnie? Cholera, o czymś zapomniałem, więc p.a.n.i.k.a. Znowu dam ciała. Dzięki Bogu składała mi życzenia z okazji, jak to określiła, Dnia Pączusia, bo dla niej jestem jej pączusiem. Ach moja Racuszka...
***
Cholercia, jakieś bzdety może i wypisuję, ale zaczyna mi się to podobać i wyciszam się, mniej stresu... jak pomaga to co piszę... bez składu... bez ładu... gramatyki zero... ortografii też... ale piszę bo pomaga...

Droga do pracy a'la Laponia

Zdziwiony, budzę się powoli. Zaczyna docierać do mnie wiadomość, że jedna wejkapa trzeba zrobić. Tylko po cichu żeby Połówki nie zbudzić... ale czy ktoś o posturach słonia może być cicho. Chociaż próbuję zachować ciszę, a z tym słoniem to przesadziłem bliżej mi do misia polarnego. A co?! Mamy przecież zimę... a na wiosnę to będę miś grizzli hm... może bardziej całowali niż grizzli :-)
***
Wybaczcie autorowi za nagłe zmiany tematu, ale jestem na nogach od 4:45. Już wracam do tematu. Zapakowany w ubranie. Lecę odśnieżyć samochodzik. Odpali czy nie odpali. Odpalił... szybciutko zgarniam śnieg... w autku już ciepło... i zaczyna się... trzeba jakoś wyjechać z osiedla... o odśnieżaniu można pomarzyć... jednak na drodze będzie lepiej.... powinno być...
***
Pomijając bluzgi kierowcy-autora bloga... W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować naszym kochanym drogowcom za to, że już w czerwcu są przygotowani na zimę, że soli i piaseczku mają pod dostatkiem, że preferują 300% normy jakby co... Łączę się w smutku z nimi, że w listopadzie i grudniu nic nie zarobili bo nie było zimy, że nie było premii... ale qrwa panowie... zima nie kończy się na tych miesiącach mamy luty i w lutym też pada, mamy klimacik umiarkowany-zmienny więc wszystko może się zdarzyć... Proponuję zatem ogólnopolską zbiórkę pieniędzy na laryngologa i audiologa dla naszych drogowców. Może wtedy usłyszą prognozę pogody podawaną przez "Chmurkę", może wtedy zapanuje dobrobyt w naszym państwie i gdzie okiem nie sięgnąć drogi będą czarne i mokre a nie a'la Laponia...


P.S. Pozdrawiam drogowców. Autor szczęśliwie dotarł do pracy i jest zrelaksowany. Jednak czasami bluzgi rano oczyszczają organizm z narosłych frustracji...

(s)padam na twarz

...wczorajsza wiadomość, zamieszczona dzisiaj, autor jednak usnął...

I co ja się tak kuźwa cieszyłem ze śniegu, że fajniutko, że bielutko. Już teraz nie rechocze tyko się modlę żeby buty mocniej nie przemokły, a jak dotarłem na przystanek to szybko strzepałem z kurtki białe szaleństwo żeby nie robić za kolejnego bałwana.
***
Dzisiaj normalnie to pech goni pech lub pecha (ciekawe, trzeba sprawdzić). Po pracy pojechałem, autem, do lekarza specjalisty na tzw. termin. Pojechałem choć na drodze "Laponia", wydostałem się z parkingu, szczęśliwy wchodzę do przychodni lub poradni (cholera wie). Jak ten kretyn suszę ząbki do "pigułek" do czasu aż dotarłem pod drzwi specjalisty. Noż "qrwa mać" pan lekarz urlop sobie wziął. Pewnie zapierd*** na nartach gdzieś w alpach, a ja zap****alam na parking, przedzieram się przez śnieg, pakuje "szanowne litery" w auto i do domciu. Nikt qrwa nie raczył mnie poinformować, że wizyty są odwołane. Po cholerę brali nr telefonu. Teraz pewnie mają ubaw widząc mnie, brodzącego w śniegu niczym renifer.
***
Kolejna dobitka to buty. Miały być sklejone, nie są. Więc pakuję tonę gazet w półbuty, w których paraduję od kilku dni- może do jutra wyschną.
***
Jutro "Tłusty Czwartek". Siedzimy z Połówką i szykujemy ciasto na chrusty. Później będą pączusie serowe. Pycha....
***
Ja pierdziu... mam dosyć... przeszła mi ochota na słodkości... Jest godzina 21:17 jak raczył poinformować mnie zegar na komputerze. Padam. Chrustów mi się zachciało, pamięć mam krótką, kolega "Al Zheimer" mnie dopadł czy co. Przecież tych chrustów to chyba z 300 było!!! Stałem i stałem przy kuchni. Wyciągałem jedną porcję, nakładałem drugą i końca nie było widać. Myślałem, że mi nogi wrosną w... podłogę, korzonki puszczę. To chyba jednak "Al" mnie dopadł i zapomniałem ilu będzie chętnych na słodkości. Przy pączkach spasowałem wykańczała je Połówka.
***
Zaczynam zasypiać przy kompie, głowa próbuje ulokować się na klawiaturze, ale walczę... dodam tylko, że ten piękny dzionek kończy się jeszcze tylko mała mobilizacja myciu myciu i spaciu...
...jutro znowu wejkap o 4:45 ...chyba zamorduję budzik :-)



15 lutego 2012

...jest biało...

Już przed piątą jestem na nogach i jedno co mogę powiedzieć, to że jest biało. Nareszcie!!! Mrozik był, ale ja czekałem na biały puch. Niech wali, niech pada.... Jest P.I.Ę.K.N.I.E.

14 lutego 2012

Walentynki... z moją Połówką

Walentynki. Niby człowiek próbuje nie dać się ogłupić, ale i tak zawsze wpada w stan portfela "zero". No to trochę zaszalałem i wydałem całe moje kochane "zaskórki" na Walentynki. A co tam, ja zawsze miałem lekką rękę do pieniędzy. Łatwo przyszło, łatwo poszło.
***
Sesemesiaka wysłałem o trzeciej w nocy żeby mieć pewność, że żadna inna osoba pierwsza z wierszykiem albo życzonkami nie wyleci. Kiedyś mi się to zdarzyło w urodziny Połówki i dopiero się nasłuchałem, że ktoś prędzej niż ja złożył jej życzenia. Nie mąż, a się wpiernicza!!! Rano były tylko skromne przytulaski i całuski, a reszta to jak wrócę  z pracy.
***
Oj działo się, działo. Były przytulaski, prezenciki, buziaczki. Posiedzieliśmy sobie, pogadaliśmy sobie, romantic kolacyjka była i znowu przytulaski. Nie było szaleństw, ale jak twierdzi moja Połówka "...lepiej miłość i wzajemny szacunek okazywać sobie każdego dnia, a nie tylko od święta...".

Walentynki... na wesoło

W księgarni.
PAN: Czy ma pani w sprzedaży kartkę z napisem "Dla jedynej"?
PANI: (sprawdza) ...tak, mam. Podać?
PAN: (energicznie potakując) ...tak, tak... jedenaście poproszę....

13 lutego 2012

pucu, pucu... chlastu,chlastu...

Obiecałem Połówce, że w weekend zwolnię ją ze zmywaka. Wiadomo jednak jak to jest w sobotę - mycie goni mycie. Ledwo człowiek skończył już zebrały się kolejne rzeczy do mycia. Po kolejnej przygodzie z myjką i płynem spasowałem. To było jak walka z wiatrakami.
JA: (zrezygnowanym głosem) ...jeszcze jedna partia i zwariuje!!!
POŁÓWKA: ...
JA: ...kiedy będziemy w IKEI masz pokupować talerze, sztućce, kubki i to tyle żeby starczyło na cały dzień...
POŁÓWKA: (z zaciekawieniem) ...a to czemu?
JA: ...bo kupuje zmywarkę tej firmy co tak reklamują, że jest oszczędna... i będziemy myć tylko raz na dzień...

POŁÓWKA
: ...już widzę jak zaoszczędzimy...

10 lutego 2012

...koszmar porannego wstawania

Zawsze co piątek dopada mnie koszmar porannego wstawania. Niby się człowiek mobilizuje, że to już piątek, że weekend prawie zaczęty, że tylko osiem godzin pracy i do domciu i błogie lenistwo, a i tak się nie chce dupy ruszyć  z łóżka. Niby na dworze wyż, niebo czyste, rześki mrozik. W domu ciepełko. To i tak mam problem z wstaniem.

Kiedy ciszę rozrywa hałas budzika, to na myśl przychodzą najczarniejsze sceny, w których główną rolę grają owy budzik i dziesięciokilogramowy młot. Oj rozmarzył się człowiek, rozmarzył, a teraz już naprawdę wstaję bo autobus nie poczeka. I dlaczego jest już tak późno...



9 lutego 2012

...dopadło mnie deja vu

Nie wiem czy "deja vu" może dopaść ale mnie dopadło. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam jednak, że to nie jest deja vu (już widziane) tylko deja fait - już zrobione lub deja vecu - już przeżyte. Sami oceńcie.
***
Dobra nie jestem jakiś tam Zygmuś Freud i przechodzę do sedna. Mamy luty i nastąpił u mnie taki mały powrót do przeszłości. Otóż jak się było na studiach, to akurat teraz przypadał okres tzw. sesji zimowej. Brać studencka zamiast zakuwać to organizowała:
  • masowe sprzątanie akademika,
  • masowe prania,
  • masowe gotowania,
  • masowe wypady do czytelni zahaczając po drodze o kluby,
...itd. i itp. byle nie zakuwać...
***
Starczy tej dygresji i już piszę o co chodzi. Chodzi o to, że od rana nic nie robię. Znaczy robię, ale nic twórczego. Cały projekt leży, a ja siedzę w necie, czytam blogi, zmieniam ustawienia na swoim blogu. A projekt leży... a ja co, a ja znowu czytam blogi i jeszcze jedna herbatka, i ciasteczko. Projekt leży... a mnie ogarnia stan nic nierobienia i bezmyślnego gapienia się w ekran.

O cholercia!!! Słyszę kroki kierownika... to jest to, co człowieka stymuluje do pracy. I co... blogi leżą, a ja wziąłem się do pracy.

8 lutego 2012

...smużka dymu...

Och gdyby wzrok mógł zabijać , a myśli miażdżyć. Upss... czuję, że przechodzę na ciemną stronę mocy. Jednak co się dziwić.

Stoi sobie człowiek rano na przystanku. Zaspany, zleniwiony, nie rozbudzony przez mróz. Stoi więc człowiek na przystanku, bo trzydzieści minut wcześniej zwlókł swoje cztery litery (nogi) z łóżka i poczłapał do łazienki, aby jako tako wyglądać, by bardziej do człowieka podobnym być.

Więc stoi człowiek na przystanku, próbuje się rozbudzić, powitać dzionek, a tu przyjdzie taka menda i... ćmucha papierocha. W d.... ma zakazy i nakazy. W d.... ma piękny napis na pięknej tabliczce "Zakaz palenia na przystanku" wyprodukowany przez polskiego przedsiębiorce ku chwale gospodarki i wzrostowi PKB.
On przecież nie pali na przystanku tylko z boku!!!
Więc w d.... ma siły natury, w postaci wiaterku, które ten cały dym z papierosa niosą na nas niepalących.

Stoi więc człowiek i wdycha, i wymyśla tortury jakim poddałby właściciela papierosa.

Ach rozmarzył się człowiek, a tu już podjeżdża autobus i człowiek zmienia obszar zainteresowań na kierowcę. Ale to już inna historia...

2 lutego 2012

...w oczekiwaniu na bossa...

Spotkanie z moim szefem graniczy z cudem. I można by było na tym zakończyć całe stwierdzenie, ale...

Po pierwsze...
...spotkać się musimy bo do omówienia jest kilka ważnych spraw.

Po drugie...
...i tak musimy się spotkać, bo nikt więcej nie jest kompetentny do podjęcia takiej decyzji.

Po trzecie...
...jeśli się nie spotkamy, to firma może oberwać po szeroko pojętej d****.

Po czwarte...
...jeśli już firma oberwie po d****, to ja również oberwę po d****.

Po piąte...
...więc siedzę i czekam na bossa.

Czyli reasumując wszystkie "po" siedzę i czekam na bossa bo nie chce oberwać po d****.