31 grudnia 2012

...2012...2013...

Kończący się rok z czystym sumieniem mogę zaliczyć do udanych. Zdrowie w miarę dopisywało. Kasa - z nią było gorzej, grunt że mieszkanie niezadłużone a i kredyty spłacają się w terminie. Ciuchy, tu to porażka na całej linii, tylko jakieś drobne zakupy aby nie chodzić gołym i wesołym. Praca. Pracy, to było pełno i tylko satysfakcja... kasę dostał ktoś inny. Jednak jest coś ważniejszego co otrzymałem od losu w mijającym roku. To WY, blogowi przyjaciele. To z WAMI dzielę się moim małym światem. To dzięki WAM poznaję wasze małe krainy i domy. Dzięki.

Nadchodzący rok, choć opatrzony trzynastką, mam nadzieję że będzie lepszy od minionego. Przywitamy go dużym obciążeniem portfela oraz wydatkami w połowie roku. Jednak macham na to ręką, bo wiadomo że strach ma wielkie oczy. 

Co do planów, to sza. Nie ma co planować, bo z planów to zazwyczaj d**a blada. Wiem, że muszę coś zrobić bo z mojej marnej wypłaty nie wyżyjemy. :( 
Ciągnie mnie do rękodzieła i mas plastycznych - zobaczymy. Marzy mi się również jakiś kurs lub osoba, która wprowadziła mnie w świat fotografii i sprzętu foto. 

Na koniec chciałem wam podziękować za życzenia noworoczne. Życzę wam zdrowia, spełnienia marzeń, zrozumienia i samych przyjemnych chwil w dwa trzynastym roku. 

30 grudnia 2012

...jak w obrazek...

POŁÓWKA: ...słuchasz mnie???
JA: ...a zapatrzyłem się w telewizor...
POŁÓWKA: ...we mnie się zapatrzaj...
JA: ...no przecież zapatram...

28 grudnia 2012

27 grudnia 2012

...fotograficznie...

...i po świętach, idę nadrabiać blogowe zaległości, a dla was foto...















26 grudnia 2012

...smerfowanie...

Siedzimy u moich Rodzicieli - ot spotkanie rodzinne, bardziej luźne, przy słodkim i owocach. W telewizji leci jakiś film. Znudzony ciszą i filmem sięgam po telefon i zaglądam na znajome blogi...

RODZICIEL: .przestań smerfować...
JA: ...co mam przestać???
RODZICIEL: ...no smerfować...
JA: ?? - robiąc coraz większe oczy.
RODZICIEL: ...no jak wy to mówicie, no w Internecie, a już wiem przestań serfować w sieci - odpowiada zadowolony...

25 grudnia 2012

...dwanaście potraw...

(w kuchni podczas smażenia karpia)

POŁÓWKA: ...co będziesz jadł podczas wigilii???
SZWAGIER: ...tradycyjnie, dwanaście potraw...
POŁÓWKA: ...jakie potrawy??? - pyta zdziwiona.
SZWAGIER: ...no, dwanaście kawałków ryby...

24 grudnia 2012

Wesołych Świąt...

Zanim usiądziecie, 
otuleni zapachami,
wigilijnej wieczerzy.

Zanim przełamiecie
się opłatkiem
i zaśpiewacie kolędy.

Przyjmijcie życzenia 
od strudzonego wędrowca,
na którego czeka
dodatkowy talerz przy stole.

Nie życzę pieniędzy i sławy,
która ogłupiają,
Nie życzę sukcesów
zdobytych kosztem najbliższych.

Życzę za to przyjaciół
gotowych iść za wami w ogień.
Wspaniałej Rodziny wspierającej
w ciężkich chwilach.
Zdrowia, które pozwoli 
cieszyć się sobą jak najdłużej.

Życzę wam również otwartości
i zrozumienia drugiego człowieka.
Obcowania z naturą i zwierzętami
dla których jesteśmy, nie raz, ostatnia nadzieją.

...i na koniec życzę 
radości dnia codziennego,
gdyż życie - to największy skarb.






23 grudnia 2012

...i prawie koniec...

Placki popieczone stygną, nawet się uwinęliśmy. W garnku jeszcze dochodzą pieczarki i po ostygnięciu ściacham je razem z jajkiem i szczypiorkiem na sałatkę. Będzie co jutro wcinać, bo pościmy... 

...a jutro tylko rybkę usmażymy na świeżo, będzie karp i sum i LABA ŚWIĄTECZNA!!!


P.S. Sypie śnieg i to ostro!!!!!!!!!!!!! :))

...przedświątecznie...

Rybka sprawiona, śledzik zrobiony. Teraz szalejemy z plackami, ale wieczorem mam nadzieję się odezwać... lecę do kuchni...

21 grudnia 2012

...zleciałem się na koniec...

...dzisiejszy koniec świata biorę na sportowo, a wszystko za sprawą naszej kochanej Poczty Polskiej. Zbiegłem się jak renifer, ale może po kolei. 
O tym, że w pracy jestem osobą niezastąpioną wiem od dawna. :P Wykonuję również kilka rzeczy nadprogramowo, ale co mi tam, nie będę żyła. Właśnie dzisiaj, w ostatni przedświąteczny dla mnie dzień, wypadło mi iść na pocztę. Mus był wielki, gdyż od drzwi dwa wielkie awizo raziły w oczy. Dodatkowo Boss czekał na jakąś ważną przesyłkę za pobraniem i nie było zmiłuj chociaż na dworze prawie minus dziesięć. 
Na poczcie jak to na poczcie, kolejek o dziwo nie było, szybko stanąłem przed majestatem "pani z okienka". Po małym przesłuchaniu, czy aby na pewno jestem pełnomocnikiem, okazaniem się osobiście dowodem osobistym oraz uiszczeniem opłaty stałem się posiadaczem owej pożądanej przez Bossa paczki.
Niesiony poczuciem dobrze spełnionego obowiązku - Majowie swoje o końcu świata, ale trzeba plusy łapać bo święta tuż tuż - wparowałem do pracy. Roznegliżowanie paczki z folii i taśm klejących zajęło chwilę i tu moja koparka osiągnęła parter. W paczce zamiast oczekiwanych rzeczy  i faktury znajdowały się jakieś... orzeszki??? 
Gnam ponownie na pocztę. W myślach błyskawice puszczam i upiększam to wszytko kurami i chojokami. Dla przypomnienia dodam, że na dworku prawie minus dziesięć... Kiedy już dopadłem okienka, to grzeczniutko wyłuszczyłem sprawę. Nie było się co ciskać, każdemu się może zdarzyć... 
Finał sprawy jest taki iż owa utęskniona przez Bossa paczka jest... i tylko święty Mikołaj proszony jest o zanotowanie dobrego uczynku na moje konto... jak nie w te święta, to w następne plusik do wykorzystania... no chyba, że jednak Majowie mają rację i dzisiaj czeka nas the end...

20 grudnia 2012

...armagedon...

Przed chwilą wróciliśmy, z miasta, z zakupami i tylko jedno mogę powiedzieć Majowie się pomylili, koniec świata zaczął się dzisiaj... 

W podróż między-sklepową udaliśmy się autkiem. Na drogach koszmar. Nie wiem czy wspominałem wam, że w moim grodzie trwa remont mostu, który był jednocześnie jedną z dróg dojazdowo-wyjazdowych. Remont mostu przesunął się z powodu EURO i urzędasów, i teraz mamy co mamy. Po pierwsze korki - samochody wleką się jeden za drugim. Po drugie eL-ki - tych potrafię jeszcze zrozumieć. Po trzecie kultura za kierownicą, tu to już ręce opadają. Jedzie taki jeden z drugim i tylko wpatrzony w siebie, nie przepuści, wpycha się. Jazda po rondzie, to kolejna kołomyja, a raczej totolotek, bo oczywiście pan kierowiec oszczędza kierunkowskaz i człowiek kwitnie i czeka.

W sklepach tłok, wszyscy kupują, ładują w koszyki jakby naprawdę miał być koniec świata. Tutaj również jak na drodze, przepychanki... i tylko dziękować, że sklepy nie zamęczają na kolędami...

Jeśli jestem już przy sklepach to mam mały apel: ...zróbmy zakupy do niedzieli, a w poniedziałek nie kupujmy. Pozwólmy ludziom ciężko pracującym w sklepach też odczuć święta i pobyć z bliskimi. Niech Wigilia będzie Wigilią z rodziną, a nie z półkami w sklepach...

...na dzisiaj starczy, idę szykować się do ostatków na koniec świata...

...Panna Zielona...

Pierwsze moje spotkanie z "choinką"  zakończyło się achami i ochami - miałem wtedy półtora roku, wiem o tym z opowieści Rodzicieli. Kolejne lata, to produkt wykonany z tworzywa, tzw. sztuczna choinka. Towarzyszyła ona nam przez piętnaście kolejnych lat. Kolejne dziesięć to żywe drzewka zakupione w szkółce leśnej. 

Pamiętam zapach igliwia i żarty, czy czasami w igliwiu nie ukrywa się wiewiórka? Słodkości znikały z niej w tajemniczy sposób, oczywiście było to moje dzieło, a jak się później okazało również mojej babci. :)) 

Z lat przedszkolnych utkwił mi taki oto fragment piosenki o świątecznym drzewku...

Stała pod śniegiem panna zielona 
Nikt prócz zająca nie kochał jej 
Nadeszły święta i przyszła do nas 
Pachnący gościu,prosimy wejdź!

A dzisiaj znów, jak co roku, zawitała do nas Panna Zielona i zdobi nasze mieszkanko. Niestety powierzchnia mieszkania oraz grzejniki nie pozwalają nam cieszyć się żywym okazem i od kilku lat służy nam drzewko składane, a na nim rękodzieło Połówki.




***
Poszperałem trochę w necie, pobawiłem się w detektywa-etnografa (zawsze mnie takie rzeczy kręciły) i skleciłem dla was historię drzewka bożonarodzeniowego.

Chociaż już wcześniej, drzewo iglaste-choinka, występowało w wielu kulturach jako symbol życia i odradzania się, a "wykradzione" z lasu w Wigilijny ranek miało przynieść szczęście złodziejaszkowi, to dopiero XVI wiek datuje się jako narodziny zwyczaju ubierania choinki.
Ową piękną tradycję wstawiania do domów, oraz przystrajania drzewka jabłkami i kolorowymi papierkami zapoczątkowali Niemcy z Alzacji. Jak już wspomniałem był to wiek szesnasty. Zwyczaj ten bardzo szybko przyjął się w domach protestanckich, ba, nawet sam pan Luter był zwolennikiem tego zwyczaju.

W Wersalu choinkę po raz pierwszy ubrała żona Ludwika XV - Maria Leszczyńska, do Anglii przywiózł ją pochodzący z Niemiecki książę Albert - przyszły mąż królowej Wiktorii, a w Białym domu pojawiła się ona za prezydentury Franklina Pierce'a.

Do Polski ów zwyczaj zawitał na przełomie XVIII i XIX wieku wraz z niemieckimi protestantami i znany był głównie w większych miastach. Później zwyczaj dekorowania drzewka przenosi się na wieś i wypiera tradycyjną polską ozdobę podłaźniczkę (czubek jodły, świerka lub sosnowa gałąź wieszane pod sufitem jako ozdoba)  i starszy słowiański udekorowany snopa zwany diduchem
***
Początkowo ozdobami były: ciastka, pierniczki w kształcie serc, orzechy, rajskie jabłuszka, ozdoby z bibuły, kolorowych papierów i słomy. Z czasem zastąpiły je bombki, oświetlenie elektryczne - obecnie modny LED, włosy anielskie i błyszczące łańcuchy, jednak postęp nie zabił ukrytej w nich symboliki. 

W bezpiecznych powrotach do domu z dalekich stron strzeże nas gwiazda betlejemska zawieszana na czubku choinki, za ochronę przed złym urokiem i diabelskimi mocami odpowiadają lampki choinkowe. Zdrowie i urodę symbolizują zawieszane na gałązkach rajskie jabłuszka, srebrzone lub złocone orzechy mają zapewnić dobrobyt, a łańcuchy wzmacniają rodzinne więzi. Radosne wydarzenia symbolizują dzwonki, natomiast opiekę nad domem pełnią anioły.
Od kilkunastu lat w naszą tradycję wplotła się, przybyła z Anglii, jemioła i zwyczaj całowania się pod nią zakochanych w sobie lub skłóconych ze sobą osób. 
 *** 
Jesteśmy jednym z nielicznych krajów w tradycji, którego pod drzewkiem w wigilijny wieczór znaleźć można prezenty przyniesione zazwyczaj przez Świętego Mikołaja chociaż są regiony gdzie owe prezenty przynoszone są przez Aniołka, Dzieciątko, Gwiazdę lub Gwiazdora lub Dziadka Mroza.

A jakie są wasze drzewka?

19 grudnia 2012

...rozmowy na koniec świata...

...dialog z dzisiejszego poranka, w autobusie...


KUMPELA: ...po co ja jadę do pracy...
JA: ???
KUMPELA: ...wiesz, za dwa dni koniec świata...
JA: ...no to świąt nie będzie i po co się starałem, i byłem grzeczny...
KUMPELA: ...a ja nie wiem po jaką cholercię prezenty kupowałam...
JA: ...może się jakieś ostatki jutro zrobi, takie na koniec świata...
KUMPELA: ...zabawić się ostatni raz, nawet choinki nie ubrałam...
JA: ...my dzisiaj ubieramy...
KUMPELA: ...jest sens?, po co?...
JA: ...jak odejść to z klasą...

18 grudnia 2012

...w piwnicy...

Poziom minus jeden blokiszcza osiągnięty... z piwnicznej gardzieli wyrwaliśmy pudła z ozdobami świątecznymi i choinkę, tej to się dopiero nadźwigałem...
...od jutra prodżekt świąteczne drzewko... :))

Autobiografią Sumińskiej się delektuję, zarąbista książka...

P.S. ...jestem o jeden dzień do przodu. Dzisiaj cały czas myślę, że jest środa a o jutrzejszym dniu, że to już czwartek. Wnerwiające uczucie... 

17 grudnia 2012

...jestem zły...

...na ludzi, za brak zrozumienia drugiego człowieka i krótki wzrok, który kończy się na czubku własnego nosa....

...(dzisiaj) tylko książka Sumińskiej, świat zwierzaków i tona czekolady...

16 grudnia 2012

...a takie tam...

...a to nam urzędasy prezent świąteczny zrobili, nic tylko sobie w łeb strzelić. Podwyżki, podwyżki i nic tylko podwyżki (w tym przypadku pięćset procent za garaż). Przysłali umowę, bez jakiejkolwiek wcześniejszej informacji, i tylko siedem dni na jej podpisanie. Człowiek postawiony przed faktem. Po nowym roku kolejne podwyżki. Od stycznia woda, od lipca śmieci. Oto nowa metoda ratowania miejskiego budżetu, tylko nikt człowieka nie pyta skąd na to wszystko brać kasę. Dodatkowo człowieka szlak trafia jak w gazecie czyta, że miasto sponsoruje powstające, prywatne, teledyski.
***
Z frontu przedświątecznego. Pokoje sprzątniete, kuchnia i łazienka przez piątek i sobotę wypiękniały. Z braku światła dziennego, późno już było, podłogi i żyrandole zostawione na zaś.
Prezentowo, brakuje już tylko jednego. :))
***
Czytam książkę Sumińskiej i rechocze z opisanych historii.
Zakochałem się w muzyce chillout, ale o tym może w przyszłości.
***
Kolejna kołomyja, reklamacja. Szykuję .tablet z reklamy Orange (z Mózgiem i Sercem). No połaszczyłem się i mam co mam. Sam proces zgłoszenia to droga przez piekło. Telefon do serwisu, po rozmowie majl. Po majlu rejestracja na stronie serwisu i zgłoszenie sprzętu - bez instrukcji nie da się tego przejść. Wreszcie jest, potwierdzili zgłoszenie. Teraz jeszcze uszykowanie dokunentów: kopia faktury i umowy (ciekawe po co im umowa), kod kreskowy trzeba wydrukować, kartka z danymi kontaktowymi i na koniec trzeba jeszcze raz na papier przelać opis usterki, chociaż o tym już pisałem przy zgłoszeniu na stronie.
***
Pogodowo, śniegu zero. Szaro, buro i mokro. Buty czekają na klejenie...
Trzymajcie się ciepło...

14 grudnia 2012

...ciuchciowa wycieczka...


Za oknem śnieg, za oknem mróz. Na blogowych stronkach narzekania na śnieg i zimę. A u mnie lato i ciepełko, i kolej, i wycieczka!!! Zapraszam was wszystkich...

...z dziadkami, z bratem, z siostrą. Całe rodziny!!! Z małymi pieskami, kotkami, ptaszkami (Cipiptaszek od Anki.Wrocławianki również) i całym zwierzęcym kramem...

...na wycieczkę ciuchcią wąskotorową wśród pól, łąk i jezior, w lipcowy dzionek.  Wszystko to, za sprawą ostatnio znalezionego folderu...

 www.ciuchiaznin.pl (*)
Przygodę rozpoczynamy na dworcu Żnińskiej Kolei Powiatowej. Czasu nie ma za dużo, gdyż załapaliśmy się na przed ostatni kurs.


Czerwone wagony już czekają na podróżnych, a zza zakrętu pojawia się lokomotywa... też czerwona.


Podpinanie wagonów trwa, podróżni zajęli miejsca w wagonach i cierpliwie czekają na panią konduktor. Niektórzy w ostatniej chwili podpisują legitymację uprawniającą do zakupu ulgowego biletu...

...wszyscy wsiadać!!!
...drzwi zamykać!!!
Ruuuszaaamyyy!!!


Powoli opuszczamy miejscowość. Lokomotywa "rozpędza się" do tempa umożliwiającego spokojne podziwianie krajobrazu.









Człowiek chłonie mijane krajobrazy: skoszonych zbóż, zaoranych pól. Jaskółki fruwające po polach, z gracją pilota omijając "czerwoną gąsienicę pełzającą po torach".
Dookoła cisza, nikt do nikogo się nie odzywa. Każdy zażywa relaksu i tylko myśli biegną swoim tokiem, leniwie.
***
Czas się nie liczy, płynie sobie swoim rytmem. W tej chwili nie ma to znaczenia, jest pięknie...
...a w oddali bieleje już tabliczka...


W Wenecji znajduje się największy w Europie skansen kolejki wąskotorowej (Muzeum Kolejki Wąskotorowej). Na jego terenie znajduje się ponad siedemdziesiąt eksponatów: lokomotyw, wagonów i drezyn. Perełkami muzeum są: parowóz z 1899 roku i najmniejszy w Europie wagonik pocztowy.




Obok muzeum (z drugiej strony torów) znajdują się ruiny XIV wiecznego zamku zbudowanego przez Mikołaja Nałęcza - "Krwawego Diabła Wenecji".




Ruszamy dalej, do Biskupina... 




Drewnianą osadę, założoną na Półwyspie Biskupińskim, widać z daleka. Niestety nie jest ona celem naszej dzisiejszej wycieczki. Dzisiaj liczy się tylko podróż ciuchcią...



Ciuchcia kieruje swoje koła w kierunku stacji Gąsawa, gdzie następuje przepięcie lokomotywy i powrót do Żnina.





Jeszcze tylko kilka minut ciuchciowego bujania i zgrzytów...


...i już wjeżdżamy do Żnina.


To już koniec wycieczki. Przeszło trzy godziny minęły jak z bicza strzelił. Szkoda... ale jaki relaks, jakie widoki.

Proszę wycieczki,
to koniec wycieczki.

Jednak na pewno wrócimy tu jeszcze nie raz...

P.S. Grafika opatrzone znakiem (*) nie jest mojego autorstwa. Na grafice mój znak wodny jako zabezpieczenie.